Kojący balsam regenerujący La Roche Posay Cicaplast Baum B5 – czyli o tym, co podbieram z kosmetyczki dziecka

Odparzenia pieluszkowe u dziecka? Popękane przez karmienie piersią brodawki? Przesuszona skóra niemowlaka? Spierzchnięte usta? Szorstkie dłonie po zimowym spacerze? Wydaje Ci się, że na każdy z tych problemów potrzebujesz innego specyfiku? Masz rację – wydaje Ci się – wystarczy jeden.

Markę La Roche Posay poznałam, pracując w aptece. Te francuskie kosmetyki, podobnie, jak produkty Vichy są produkowane przez największy koncern kosmetyczny L’Oreal. Zawsze wydawały mi się drogie, nieciekawie pachnące (większość z nich nie jest perfumowana, ponieważ substancje zapachowe mogą podrażniać i uczulać, a produkty La Roche Posay dedykowane są skórom wrażliwym, również tym zmienionym chorobowo) i… wszystkie wyglądały tak samo, ponieważ marka postawiła na minimalistyczne białe opakowania z delikatnymi niebieskimi akcentami. Stojąc przed aptecznym regałem, dostawałam oczopląsu i naprawdę trudno mi było zorientować się, co jest czym i do czego służy.

Z czasem asortyment firmy stał się dla mnie bardziej przejrzysty – uczestniczyłam w szkoleniach produktowych, uczyłam się od koleżanek po fachu, czytałam wiele materiałów informacyjnych, ale przede wszystkim słuchałam opinii pacjentów. W zdecydowanej większości byli to zadowoleni klienci, którym kosmetyki La Roche Posay pomogły doprowadzić skórę do przyzwoitej kondycji.

Znalazłam kilka perełek, do których wracam regularnie w podbramkowych sytuacjach. Dwa produkty na stale zagościły w kosmetyczce mojego dziecka – kojąca woda termalna (będąca podstawowym składnikiem wszystkich kosmetyków La Roche Posay) i bohater dzisiejszego wpisu czyli kojący i regenerujący balsam Cicaplast Baum B5, o którym wspominałam we wpisie dotyczącym wyprawki dla malucha.

Dlaczego obdarzyłam wyżej wspomniany specyfik tak dużym zaufaniem? Ponieważ nie zawiódł mnie, kiedy inne nie dały rady. 🙂 A tak poważnie to uratował moje piersi, podczas problemów z karmieniem (żadne cudowne balsamy na popękane brodawki nie dały rady, a on przyniósł mi ulgę), nawilżał przesuszoną od nadmiaru słońca skórę i chronił moją twarz przed zimowymi zawieruchami. Kiedy na świecie pojawił się mój synek, przysłużył się i jemu, szybko radząc sobie z odparzeniami pieluszkowymi, suchą skórką, a z czasem stał się naszym wspólnym kremem na wiatr i mróz. Jest bardzo bezpieczny dla niemowląt i małych dzieci, dlatego polecam jego zakup każdej mamie.

Zalety kosmetyku:

  • szybkie działanie – regeneracja skóry jest widoczna już po dwóch aplikacjach preparatu (to moje subiektywne odczucie),
  • dobry skład, bezpieczny nawet dla niemowląt i małych dzieci: kojąca woda termalna, pantenol, gliceryna, odżywcze masło karite, regenerujący madekasozyd – więcej o składzie preparatu możesz przeczytać tutaj,
  • możliwość codziennego stosowania,
  • brak substancji zapachowych, co minimalizuje ryzyko alergii i podrażnień u malucha,
  • dwie pojemności do wyboru – 40 i 100 ml (mniejsze opakowanie świetnie nadaje się do torebki),
  • wydajność – nawet przy częstym stosowaniu wystarcza nam na długo,
  • uniwersalność – do stosowania u osób w różnym wieku i z rozmaitymi problemami skórnymi: po wysuszających kuracjach przeciwtrądzikowych, przy szorstkiej, podrażnionej skórze, spierzchniętych ustach, suchych dłoniach, popękanych brodawkach, odparzonej pupie i wielu, wielu innych problemach,
  • liczne testy kliniczne,
  • rekomendacje dermatologów i farmaceutów.

Wady produktu:

  • wysoka cena,
  • pozostawianie tłustego filmu na skórze,
  • ograniczona dostępność (produkt dostępny tylko w aptekach),
  • nieciekawy zapach, a raczej jego brak (choć, jak już pisałam, to w sumie zaleta, ponieważ brak substancji zapachowych czyni kosmetyk bezpieczniejszym).

Podsumowując, ja, Maminek i Tata Maminka zdecydowanie polecamy ten produkt wszystkim – małym i dużym. Jeśli nie uda Wam się wykorzystać całego opakowania podczas walki z jednym problemem, na pewno uda się je zużyć przy innej okazji, ponieważ balsam jest bardzo uniwersalny. Ja mam go zawsze w kosmetyczce dziecka i od czasu do czasu korzystam, utwierdzając się w przekonaniu, że było to dobrze zainwestowane 30 zł.

PS Młodszą siostrą balsamu jest jego wersja z filtrem przeciwsłonecznym, której wyczerpującą recenzję napisała Angelika na blogu poświęconym pielęgnacji skóry. Zajrzyj tam koniecznie: Kosmostolog.

Recenzja nie jest sponsorowana – produkt kupiłam na własne pieniądze.

Zapisz

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Kojący balsam regenerujący La Roche Posay Cicaplast Baum B5 – czyli o tym, co podbieram z kosmetyczki dziecka"

Dodaj komentarz

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Ziemolina
Gość

Nigdzie sie nie ruszam bez Cicaplasta:) Jesli jest promocja w Ziko, mozna go kupic nawet za 20pare zl.

wpDiscuz