Macierzyństwo. Jak bardzo Cię rozczarowało?

Dzieci w reklamach są zawsze uśmiechnięte i czysto ubrane. Wszystkie znane Ci noworodki śpią i jedzą na przemian. Nie możesz pobawić się z maluchami znajomych, ponieważ za każdym razem, kiedy je odwiedzasz, mają kilkugodzinną drzemkę. Rodzice, których znasz, są zawsze zadowoleni, nawet o nieprzespanych nocach opowiadają, żartując i śmiejąc się do rozpuku.

Kiedy zachodzisz w ciążę, wszyscy Ci gratulują i pocierają rosnący brzuszek niczym figurkę śmiejącego się Buddy. Zachwycają się, jaki to cudowny okres jest przed Tobą i Twoim partnerem, nie mogą się doczekać, kiedy zawiadomisz ich o przyjściu maluszka na świat i ze łzami w oczach przywołują historie z czasów, kiedy ich dzieci były malutkie.

Mija 9 miesięcy, jedziesz na porodówkę, gdzie spędzasz dobre kilka godzin w bólach, a potem kilka dni wracasz do żywych, by dowiedzieć się, że koszmar, który przeżyłaś, to nic w porównaniu z tym, co Cię czeka. Dlaczego? Bo wszyscy Cię oszukali, a następne dni i miesiące przyniosą szereg rozczarowań. Jakich? Oto one:

  • KOLKI

Na samo wspomnienie mojego niemowlaka płaczącego wniebogłosy i podkurczającego z bólu nóżki skóra mi cierpnie. Najgorsza jest w tej sytuacji bezradność. Godzinami nosisz i masujesz malucha, wydajesz w aptece fortunę na cudowne środki przeciwkolkowe (pisałam o nich TU) i kiedy już wydaje Ci się, że sytuacja jest opanowana, one wracają ze wzmożoną siłą. Jesteś wykończona po kolejnej nieprzespanej nocy, szukasz pomocy, gdzie się da, po czym słyszysz od rodziny „Mój …. też płakał, jak był głodny” lub „Jak matka nerwowa, to i dziecko niespokojne!” i masz ochotę tych wszystkich samozwańczych znawców kopnąć w miejsce, w którym kończą się ich plecy. Pocieszenie jest jedno – kolki mijają. Naprawdę.

  • KARMIENIE PIERSIĄ

Dla wielu kobiet jest to powód do dumy i radości, jednak te bezproblemowo karmiące mamy to zdecydowana mniejszość (obyś znalazła wśród nich swoje miejsce!). Na początku karmienie piersią boli. Ściskałaś kiedyś swoje sutki kombinerkami i kręciłaś tak długo, aż polała się krew? Nie – szkoda, bo gdybyś to zrobiła, wiedziałabyś, o jakim bólu mówię. Jeśli to potrwa kilka dni (jak w większości przypadków) – ok., przeżyje się, przecież przetrwałaś poród, prawda? Jeśli trwa dużo dłużej, a tak było w moim przypadku, współczuję Ci, bo karmienie, które kojarzy się tylko z bólem, nie jest czynnikiem wspierającym budowanie Twojej więzi z noworodkiem. Do tego w tym bólu trudno sobie ulżyć, kiedy dziecko dosłownie wisi na piersi… Jeśli maluszek ma kolki, będziesz się winić i sukcesywnie usuwać ze swojej diety wszelkich potencjalnych winowajców zaistniałej sytuacji (no bo przecież tyle się mówi o diecie matki karmiącej). Trochę wody upłynie, zanim przekonasz się, że picie samej herbaty koperkowej i jedzenie jabłek na śniadanie, obiad i kolację nie gwarantuje niczego poza gwałtownym spadkiem wagi i krwawieniem z nosa. Niestety w dojściu do tych wniosków nie pomogą Ci komentarze osób trzecich, wszechobecny tzw. terror laktacyjny i wyrzuty sumienia, że coś, co powinno być naturalne, po prostu Ci nie wychodzi.

  • NIESTANDARDOWE ZACHOWANIA MALUCHA

Wszystkie dzieci śpią na spacerach. Wszystkie śpią w samochodzie. Wszystkie dużo śpią w pierwszych miesiącach życia. Wszystkie uspokajają się, jak tylko poczują zapach mamy. Wszystkie … (uzupełnić dowolnym tekstem). Taaa, jasne. Wszystkie oprócz mojego, pomyślisz niejednokrotnie, a wszelkie niestandardowe zachowania maluszka będą podkopywać Twoją wiarę w siebie i wywoływać coraz większą frustrację. Zaczną ogarniać Cię wątpliwości, a „dobre” rady babć, cioć, koleżanek i wszechwiedzących internautek przyprawią Cię o ból głowy. Z czasem znajdziesz swoje sposoby na usypianie i uspokajanie maluszka, spacery staną się przyjemnością, a wzajemnie wykluczające się sugestie zaczniesz wpuszczać jednym uchem i wypuszczać drugim. Wszystko się ułoży, jeśli tylko zaufasz matczynej intuicji, którą uważam za rzecz fenomenalną, ale nie obejdzie się bez łez (dziecka i Twoich), nerwów i miliona eksperymentów.

  • NIEPRZESPANE NOCE

Gdzieś tam podobno żyją dzieci, które niemal od pierwszych dni życia przesypiają noce. Słucham opowieści o nich niczym legend o smokach, strzygach i krasnoludach – jestem zafascynowana pięknem tych narracji, jednak nie daję im wiary. Szczerze mówiąc, straciłam nadzieję na nieprzerwany kilkugodzinny sen i możliwość normalnego funkcjonowania. Przestały mi już nawet przeszkadzać ból głowy i ciężkie opadające powieki. Przyzwyczaiłam się. Podobno „kiedyś” każde dziecko zacznie przesypiać noce. Może dożyję tej chwili. 🙂

  • CHRONICZNE ZMĘCZENIE

Okres po narodzinach dziecka przewrotnie nazwany został „urlopem” macierzyńskim. Niestety, nazwę świadczenia musiał wymyślić jakiś mężczyzna z dużym poczuciem humoru. Tak naprawdę to praca godna największego pracoholika, bo trwa 24 godziny na dobę. Zdarzają się przerwy, nie przeczę, jednak nie są one dopasowane do Twoich potrzeb. Czas ich trwania jest ściśle określony przez małego kapryśnego człowieczka. Jeśli masz wśród bliskich osoby oferujące swoją pomoc i mieszkające nieopodal, gratuluję, już na wstępie będzie Ci łatwiej. Jeśli jesteś zdana na siebie, współczuję, bo do codziennych obowiązków i przemęczenia dojdzie jeszcze częściowe odizolowanie od świata zewnętrznego. Jednak będziesz mogła doświadczyć niesamowitych rzeczy – przekonasz się, że sen wcale nie jest niezbędny do życia, że można karmić dziecko, gotować obiad, czesać się i czytać książkę równocześnie, że zakupy na cały tydzień mogą zmieścić się w miniaturowym koszu umieszczonym w dziecięcym wózku, a dwuminutowy prysznic może być tak samo relaksujący jak godzinna kąpiel.

Czy macierzyństwo naprawdę jest pasmem niepowodzeń i rozczarowań? Oczywiście, że nie – w kolejnym poście (TU) postaram się to udowodnić i przedstawić jego jasne strony. Co zatem z trudnościami, o których pisałam? Jak sobie z nimi radzić? Odpowiedź jest jedna – dystans, dystans, bo wszyscy zginiemy. 🙂

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

wpDiscuz