O rany! Ciąża!

Jesteś modą kobietą, realizujesz (lub, jak w moim przypadku, frustrujesz) się zawodowo, spotykasz się regularnie ze znajomymi, chodzisz do kina, teatru, kawiarni, pielęgnujesz wieloletni związek i… planujesz dziecko.

Tak, planujesz, podejmujesz już starania, myślisz, że to na pewno potrwa kilka miesięcy, potem dziewięć miesięcy ciąży, zdążysz się przygotować na wszystko. Ludzie mają dzieci, radzą sobie, normalna sprawa, nic wielkiego.

Po kilkunastu dniach, pro forma, wykonujesz test ciążowy. Robisz to tylko dlatego, że nazajutrz idziecie na wesele przyjaciółki, chcesz bez wyrzutów sumienia napić się wina.

Wynik jakiś taki niewyraźny, niby dwie kreski, ale nawet osoba z orlim wzrokiem miałaby problem je dojrzeć, więc nadal spokojna robisz kolejny. I déjà vu – z tym, że tym razem stoisz na miękkich nogach oparta o ścianę łazienki i wpatrujesz się w osiusiany kawałek plastiku.

Na domiar złego mąż wraca właśnie z pracy. Jeszcze niczego nieświadomy, wita Cię promiennym uśmiechem, wchodzi do toalety, by umyć ręce i staje jak wryty, gdy dostrzega na umywalce dwa małe plastikowe prostokąty. Rzuca się na instrukcję obsługi, skanuje ją wzrokiem i szuka, co te tajemnicze dwie kreski oznaczają, a że trwa to wieki, nie wytrzymujesz i mówisz „Pozytywne”. Ukochany spogląda na Ciebie zmieszany i cienkim głosem odpowiada „Ale jak to?! Mówiłaś, że to potrwa kilka miesięcy!”. No, mówiłam, ba, święcie w to wierzyłam.

Przyszły Tata Maminka nie traci zimnej krwi, biegnie do pobliskiej apteki, gdzie zostaje wyśmiany przez farmaceutkę, po czym wraca dumnie z dwoma kolejnymi testami. Robicie trzeci jeszcze tego samego dnia, znów pozytywny – może jakaś wadliwa partia czy coś, kto wie. Na szczęście ostatni jest innego producenta, zostawiacie go na rano, bo słyszeliście, że testy wykonywane z rana są bardziej wiarygodne.

Tym razem nie ma już wątpliwości, że na weselu się nie napijesz. I na tym, na które jedziecie za tydzień też nie. I jeszcze przez ponad rok nie wypijesz nawet piwa, choć w tym momencie Twoje myśli zaprząta coś zupełnie innego.

Na imprezie wszyscy chcą wznosić z Tobą toasty, najpierw wymigujesz się, mówiąc że prowadzisz auto, potem udajesz, że w literatce masz drinka i unosisz szklaneczkę, głośno śpiewając młodym „Sto lat”. Podchodzi Twoja przyjaciółka, ona także proponuje Ci alkohol i choć pannie młodej się nie odmawia, szepczesz jej coś na ucho i wiesz, że jesteś usprawiedliwiona.

Słyszysz pierwsze gratulacje, i choć składane szeptem, już wiesz, że rozpoczyna się coś wielkiego.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

wpDiscuz