Rodzić jak księżniczka, czyli o standardach opieki okołoporodowej słów kilka

Od przedwczoraj, wchodząc na swojej konto na Facebooku, natrafiam na rozmaite wpisy lub artykuły dotyczące rozporządzenia, które zmienia standardy opieki okołoporodowej w Polsce w zalecenia. W obecnej formie – jako rozporządzenie ministra zdrowia – będą one obowiązywały najdłużej do końca 2018 roku.

Zapowiedź zmian wywołała w sieci burzę. Fundacja Rodzić po Ludzku wyraziła zaniepokojenie i opublikowała swoje stanowisko – http://www.rodzicpoludzku.pl/Interwencje/Stanowisko-Fundacji-Rodzic-po-Ludzku-w-sprawie-zmian-dotyczacych-Standardow-opieki-okoloporodowej.html. Czytamy w nim między innymi:

Co ta zmiana oznacza dla kobiet?

Chodzenie, swoboda przyjmowania wygodnych pozycji, możliwość korzystania z wanny lub prysznica, intymna sala do porodu, wybór sposobu parcia, możliwość picia w trakcie porodu, nieprzerwany kontakt matki z dzieckiem po porodzie, wsparcie w laktacji będą zależały od decyzji konkretnego lekarza w konkretnym szpitalu. Likwidacja Standardu pozbawi kobiety możliwości wniesienia skargi, ponieważ nie będą miały do czego się odwołać. Jakość opieki, jaką otrzyma rodząca, będzie zależna od decyzji ordynatora lub lekarza, zwyczajów i rutyn panujących w danej placówce.

To wszystko cofa nas do ponurych lat opresyjnego położnictwa drugiej połowy XX. wieku, pełnego przemocy, odhumanizowanej opieki i korupcji. To również przekreśla lata pracy nad poprawą warunków rodzenia zarówno naszej organizacji, jak i wielu innych środowisk, w tym także działań samego Ministerstwa Zdrowia i Departamentu Matki i Dziecka.

Źródło: www.rodzicpoludzku.pl

Nie wiem, czy te zmiany mają ograniczyć możliwości położnych i pokazać im, że lekarze mają więcej do powiedzenia? Rozumiem, że to oni podejmują najistotniejsze decyzje, ale skoro tak, to dlaczego są prawie nieobecni przy pacjentce podczas porodu?

Lekarz zaraz przyjdzie, wytrzymaj

Pamiętam bardzo dobrze, że lekarka zajrzała kilka razy do mojej sali porodowej. Ta sama, która zwracała się do mnie na ty, która nie udzieliła mi żadnej informacji i która chciała odesłać mnie do innego szpitala własnym środkiem transportu. Która z ironicznym uśmiechem stwierdziła „jakieś tam skurczyki ma”. Która o 16:00 uznała, że jeszcze nie rodzę, a o 22:50 mnie szyła. W końcu ta sama, która weszła na salę porodową dopiero po tym, jak urodziłam główkę. Kto był przy mnie, kiedy jej nie było? Oczywiście położna. Kochana kobieta, która mimo zielonych wód płodowych pozwoliła mi na poród aktywny, która pomagała mi wejść do wanny, która mnie wycierała, kiedy wychodziłam z wody i która szukała świec zapachowych, by je dla mnie zapalić. To ona mnie motywowała, monitorowała tętno dziecka i postęp porodu, by na sam koniec, kiedy powiedziałam, że mam już skurcze parte, stwierdzić: „W sali obok właśnie skończył się poród i lekarz szyje. Musisz poczekać”.

Oczywiście nie poczekałam zbyt długo. Położna popatrzyła kilka razy na mnie i na drzwi, wypatrując ginekologa, po czym powiedziała, że mam przeć. Rola lekarza ograniczyła się do założenia mi szwów, z czego się bardzo cieszę. Lekarz powinien być w pogotowiu, na pewno byłby niezbędny, gdyby coś złego działo się ze mną lub z dzieckiem, jednak to położna, nie ginekolog, traktowała mnie z godnością i to ona pomogła mojemu dziecku przyjść na świat.

Tylko jeden moment

Niejednokrotnie słyszałam, że poród to tylko jeden moment z życia Twojego i dziecka, że najważniejsze jest, co będzie później. Oczywiście – jest to tylko jeden moment, ale moment, od którego bardzo wiele zależy, bo to właśnie wtedy dziecko i ja widzimy się po raz pierwszy. Jeśli dojdzie do jakichś komplikacji czy zaniedbań, ten jeden moment może zaważyć na całym naszym dalszym życiu. Jeśli nawet wszystko przebiegnie sprawnie i bezproblemowo, to chciałabym, by był to ten jeden moment, który będę wspominać bez cierpnącej na plecach skóry. Chyba nie mam wygórowanych oczekiwań?

Rodzić jak księżniczka

Przed narodzinami Maminka razem z mężem uczęszczałam do szkoły rodzenia. Jak na pilnych uczniów przystało, nie opuściliśmy żadnych zajęć, staraliśmy się zapamiętać wszystkie rady położnej i dowiedzieć się jak najwięcej o standardach w poszczególnych poznańskich szpitalach. Inne pary postępowały podobnie. Pamiętam kobietę, która na zajęciach poświęconych planowi porodu opowiedziała, że jej siostra i mama wyśmiały ją, zobaczywszy wyżej wspomniany dokument. Tak – wyśmiały. Kobiety. Bliskie. Z rodziny. Kobiety, które też rodziły. Dlaczego? Bo one rodziły w dużo gorszych warunkach, a ona by chciała jak księżniczka. Pierwsze, co przyszło mi na myśl po przeczytaniu artykułu o zlikwidowaniu standardów okołoporodowych to historia tamtej kobiety. Takich historii będzie więcej, będzie też więcej okropnych opowieści z porodówek, niestety nie będzie już niczego, na co można się będzie powołać, chcąc rodzić jak księżniczka, choć moim zdaniem lepiej pasuje tu określenie normalnie – po ludzku. Kobieta kobiecie wilkiem, niestety. Po stronie rodzących, które na te wilczyce trafiały, stało prawo. Prawo, które właśnie zostało zmienione.

Mam nadzieję, że standardy powrócą. I owszem, ich istnienie nie gwarantuje dobrego traktowania rodzącej przez personel medyczny, ale wyznacza granice i w sytuacjach spornych jasno określa, kto ma rację. W  razie potrzeby pacjentka może wyegzekwować od personelu to, co gwarantują jej przepisy. Chcę mieć jeszcze jedno dziecko i wierzę, że przy kolejnym porodzie zostanę potraktowana z empatią i dbałością oraz że nie będę zdana na niczyją łaskę. Mam nadzieję (choć wszyscy wiemy, co się o niej mówi), że będę mogła urodzić po ludzku.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

wpDiscuz